E-fasiąg kontra e-bus – spór o transport nad Morskie Oko

E-fasiag-kontra-e-bus-spor-o-transport-nad-Morskie-Oko.jpeg

Spór o konie na drodze do Morskiego Oka przestał już dotyczyć wyłącznie dobrostanu zwierząt. Coraz wyraźniej jest także dyskusją o tym, jak powinien wyglądać transport w jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w polskich górach, kto ma go obsługiwać i na jakich zasadach. Po jednej stronie są tradycyjne zaprzęgi, po drugiej elektryczne autobusy wybrane przez Tatrzański Park Narodowy. Jest jednak jeszcze trzecia propozycja – polski e-fasiąg, który ma zachować formę góralskiego wozu, ale konie zastąpić silnikiem elektrycznym.

 

Protest wrócił na Palenicę – tym razem obok transparentów pojawił się e-fasiąg

 

8 sierpnia na Palenicy Białczańskiej ponownie protestowali przeciwnicy wykorzystywania koni do przewozu turystów. Organizatorzy, wśród nich ruch Dla Zwierząt i Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, domagali się całkowitego wycofania zaprzęgów z trasy. Podczas protestu dochodziło również do prób blokowania przejazdu wozów, a na miejscu interweniowała policja.

Zarzuty aktywistów dotyczące przeciążania zwierząt kwestionują zarówno fiakrzy, jak i TPN. Park wskazuje na obowiązkowe badania koni, limity liczby pasażerów, ograniczenie liczby kursów oraz wymagane przerwy między przejazdami. W przypadku konia, którego upadek 8 sierpnia wywołał kolejną falę emocji, późniejsze badanie weterynaryjne nie wykazało objawów chorobowych. Stwierdzono lekkie otarcia i zalecono zwierzęciu czasową przerwę w pracy.

Tym razem protest miał jednak również motoryzacyjny akcent. Innovation AG i Adaptive Motors Poland przywiozły e-fasiąg – elektryczny pojazd opracowany specjalnie z myślą o turystycznym transporcie w miejscach takich jak Tatry. Wydarzenia relacjonował m.in. Rafał Szlachta.

 

Fasiąg bez koni – polska firma chce zmienić napęd, a nie podhalański krajobraz

 

Pomysł powstał w 2024 roku. Jak relacjonuje Innovation AG, konstruktorzy wykorzystali opracowaną wcześniej platformę EAGLE przeznaczoną dla pojazdów elektrycznych. Od rozpoczęcia prac do powstania prototypu miały minąć niespełna dwa miesiące. Zamiast budować kolejnego klasycznego busa, firma postawiła na nadwozie świadomie odwołujące się do góralskich fasiągów.

To nie jest detal stylistyczny. Zdaniem Innovation AG transport elektryczny w Tatrach nie musi oznaczać wprowadzenia na górską drogę pojazdów wyglądających jak samochody komunikacji zbiorowej. E-fasiąg ma robić dokładnie to, co robił tradycyjny wóz – wozić turystów odkrytym pojazdem pozwalającym oglądać góry – tyle że bez pracy koni.

Według danych producenta obecna konstrukcja wykorzystuje silnik elektryczny o mocy ciągłej 80 kW. Firma deklaruje, że pojazd został sprawdzony także w warunkach górskich. Wcześniejsze testy prowadzono m.in. w Górach Izerskich, a Innovation AG informowała również o próbach na drodze do Morskiego Oka. Konstruktorzy deklarowali, że jedno ładowanie ma wystarczać nawet na około 20 kursów z grupą 18 pasażerów.

 

TPN także stawia na prąd – ale wybrał klasyczne elektrobusy

 

Problem w tym, że Tatrzański Park Narodowy poszedł w innym kierunku technicznym. TPN dysponuje obecnie czterema elektrycznymi busami, które wożą turystów między Zakopanem, Palenicą Białczańską i Włosienicą. Specjalny kurs do samego Morskiego Oka przeznaczony jest dla osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. Zainteresowanie elektrycznym transportem jest duże – według parku w lipcu obłożenie większości kursów w kierunku Włosienicy przekraczało 95 proc.

Pierwsze cztery pojazdy zostały kupione za łącznie 3,198 mln zł, czyli niespełna 800 tys. zł za sztukę. Były to 19-osobowe pojazdy oparte na Mercedesach eSprinter i dostarczone przez Mercus. Teraz skala przedsięwzięcia ma być znacznie większa. TPN chce dokupić kolejnych 16 elektrobusów.

13 sierpnia otwarto oferty w tym postępowaniu. Wpłynęła jedna – od firmy MMI. Za 12 pojazdów pierwszego typu spółka oczekuje 18,21 mln zł brutto, a za cztery większe autobusy turystyczne 6,14 mln zł. Łącznie daje to 24,35 mln zł, podczas gdy budżet TPN na obie części wynosi niespełna 25,92 mln zł. Oferta mieści się więc w zakładanym finansowaniu.

 

E-fasiąg nie mieści się w przetargu – tu zaczyna się właściwy spór

 

Innovation AG krytykuje sposób skonstruowania zamówienia. Jego zdaniem opis przedmiotu zamówienia uniemożliwia spółce ubieganie się o kontrakt, mimo że firma ma pojazd projektowany właśnie z myślą o tej trasie.

W jednym punkcie trudno z tym polemizować – obecny e-fasiąg rzeczywiście nie spełnia podstawowych parametrów zapisanych w postępowaniu. Nie oznacza to jednak automatycznie, że przetarg został przygotowany z naruszeniem zasad konkurencji.

TPN zamawia autobusy kategorii M3. W pierwszej części mają mieć co najmniej 20 miejsc siedzących, w drugiej minimum 25. Park wymaga również silnika o mocy co najmniej 120 kW, baterii o pojemności minimum 100 kWh i zasięgu nie mniejszego niż 200 km. E-fasiąg jest natomiast przedstawiany przez producenta jako pojazd wolnobieżny, jego silnik ma 80 kW mocy ciągłej, a dotychczas prezentowana konfiguracja przewiduje przewóz 18 osób.

To fundamentalna różnica. TPN kupuje autobusy, Innovation AG proponuje elektryczny odpowiednik fasiągu. Oba rozwiązania mają napęd elektryczny, ale należą do innych kategorii pojazdów i reprezentują dwie odmienne koncepcje organizacji transportu.

Fakt, że w przetargu wartym ponad 25 mln zł pojawiła się tylko jedna oferta, może natomiast skłaniać do pytania o rzeczywisty poziom konkurencji. Sam w sobie nie dowodzi jednak, że specyfikację przygotowano pod konkretnego producenta. Tym bardziej że jedynym oferentem w najnowszym postępowaniu jest MMI, a nie dostawca używanych obecnie przez TPN Mercedesów.

 

Zamiast zakupu udział w przychodzie – Innovation AG proponuje inny model

 

Różnica nie dotyczy wyłącznie konstrukcji pojazdu. Innovation AG proponuje także inny sposób jego finansowania –  fiakrzy nie musieliby wykładać pieniędzy na zakup e-fasiągu. Firma deklaruje możliwość udostępnienia pojazdów wraz z obsługą techniczną i rozliczania wynagrodzenia dopiero z przychodów osiąganych dzięki przewozom. Szczegóły takiego modelu wymagałyby oczywiście uzgodnienia, ale jego założenie przypomina finansowanie eksploatacyjne – zamiast dużego wydatku na początku pojawia się opłata związana z faktycznym użytkowaniem pojazdu. Innovation AG nie proponuje zastąpienia obecnych przewoźników własnymi kierowcami. Za kierownicami mieliby pozostać fiakrzy.

Dla sporu wokół Morskiego Oka to element równie istotny jak pojemność akumulatora. Jednym z argumentów za zachowaniem przewozów konnych jest bowiem ochrona miejscowej tradycji i źródeł utrzymania rodzin zajmujących się transportem od pokoleń. Innovation AG próbuje odpowiedzieć właśnie na ten problem – usunąć z równania konie, ale pozostawić ludzi, turystyczny charakter przejazdu i wizualne odwołanie do Podhala.

 

Od skrócenie trasy przewozów konnych – park przyspiesza zmiany

 

12 sierpnia park poinformował, że od 1 września rozpocznie pilotaż radykalnie skróconej trasy przewozów konnych. Obecnie zaprzęgi jadą z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy, pokonując około 6,9 km. Po zmianie będą kończyć kurs przy Wodogrzmotach Mickiewicza, po około 2,9 km. Oznacza to skrócenie pracy koni na trasie o mniej więcej 4 km, a więc o ponad połowę.

Dalej coraz większą część przewozów ma przejmować transport elektryczny. Taki model zapisano już w porozumieniu zawartym w 2025 roku przez TPN, resort klimatu, samorządy i przedstawicieli przewoźników. Aktywiści zapowiadają jednak kolejne demonstracje. Następny protest przeciwko transportowi konnemu na trasie do Morskiego Oka zaplanowano na 22 sierpnia.

 

Morskie Oko staje się poligonem dla elektromobilności

 

W rezultacie dyskusja, która przez lata sprowadzała się do pytania „konie czy nie konie”, staje się znacznie ciekawsza. Dziś należałoby raczej zapytać: jeśli elektryfikować transport do Morskiego Oka, to w jaki sposób?

TPN stawia na pojazdy homologowane jako autobusy – zamknięte, stosunkowo pojemne i wpisujące się w klasyczny model transportu zbiorowego. Innovation AG proponuje zupełnie inną filozofię – elektryczny pojazd turystyczny, który technologicznie zerwałby z końskim zaprzęgiem, ale wizualnie nadal przypominałby element podhalańskiej tradycji.

Do tego dochodzą pieniądze. Park jest gotów przeznaczyć na kolejne 16 autobusów blisko 26 mln zł. Innovation AG przekonuje natomiast, że możliwy jest model, w którym lokalni przewoźnicy nie muszą finansować zakupu pojazdów z własnej kieszeni.

Nie jest zatem sporne, czy prąd pojawi się na drodze do Morskiego Oka – on już tam jest. Spór dotyczy tego, jaką postać ma przybrać elektryfikacja jednego z najbardziej charakterystycznych szlaków turystycznych w Polsce.

W tym miejscu historia o koniach spotyka się z polityką zamówień publicznych, polskim przemysłem, elektromobilnością i lokalną gospodarką. E-fasiąg nie pasuje do obecnego przetargu TPN. Pytanie brzmi jednak, czy to pojazd powinien zostać dopasowany do modelu transportu wybranego przez park, czy może przy okazji przebudowy całego systemu warto jeszcze raz zastanowić się nad samym modelem.