Sieciowa „terapia szokowa”. PSE chce czyścić kolejkę, a branża obnaża spekulacje

Siec-pod-napieciem-5.jpeg

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) tracą cierpliwość i apelują do Sejmu o natychmiastowe uchwalenie reformy procesu przyłączeniowego. Operator twierdzi, że system jest dysfunkcyjny, a „projekty zombie” blokują sieć. Branża OZE odpowiada jednak krótko: to demagogia, lobbing i próba ratowania twarzy kosztem inwestorów, którzy już włożyli w transformację miliardy.

 

Dwie próby pierwszego czytania projektu UC84 (druk 2150), zwanego potocznie „ustawą sieciową”, spełzły na niczym. PSE, w oficjalnym piśmie do połączonych komisji ds. deregulacji oraz energii i klimatu, kreśli wizję niemal apokaliptyczną: 150 GW wydanych warunków przyłączenia dla OZE i 100 GW dla magazynów energii w systemie, który w szczycie potrzebuje ułamka tej mocy.

 

Operator diagnozuje „zombie”, branża widzi „rozpacz”

 

Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, w swoim wystąpieniu przekonuje, że obecna kolejka to w dużej mierze spekulacja. Według operatora, deweloperzy traktują warunki przyłączenia jak towar na sprzedaż, a nie realne zobowiązanie do budowy. PSE chce „uzdrowienia” poprzez drastyczne podniesienie stawek: zaliczka ma wzrosnąć z 30 do 60 zł/kW (maksymalnie 6 mln zł), a do tego dojść ma nowe zabezpieczenie finansowe – kolejne 60 zł/kW (do 12 mln zł).

Inwestorzy, patrząc na te liczby, widzą jednak zupełnie inny obraz. „To nie deweloperzy są problemem, tylko fakt, że operatorzy wydali te moce lekką ręką w ciągu ostatnich trzech lat, a teraz szukają winnych własnej niefrasobliwości” – płynie głos z obozu OZE. Branża wytyka PSE demagogię: jak można wymagać wydawania milionów złotych na zabezpieczenia bez absolutnej pewności, że sieć faktycznie powstanie? Realizacja projektu bez gwarancji przyłączenia to w ich oczach czysty absurd.

 

Kamienie milowe czy kłody pod nogi?

 

Kością niezgody są także „kamienie milowe”. PSE chce rygorystycznie rozliczać postępy inwestycji, grożąc wygaśnięciem umowy. Branża odpowiada: to nierealne terminy. Brak zgody lokalnej społeczności czy nagły protest mogą zablokować budowę na lata, a według nowej ustawy nie będzie to traktowane jako siła wyższa. „Zaskakiwanie projektów w toku nowymi opłatami i nierealnymi terminami to uderzenie w prawo nabyte i stabilność biznesu” – alarmują inwestorzy, kwestionując zapewnienia PSE o braku retroaktywności przepisów.

Duże kontrowersje budzi system konkursowy. Choć PSE promuje go jako „piaskownicę regulacyjną”, branża widzi w nim mechanizm, który ostatecznie wykluczy mniejszych graczy na rzecz bogatych koncernów. „System się nie sprawdził, a tylko podnosi koszty energii z OZE” – to jeden z najostrzejszych zarzutów pod adresem propozycji operatora.

 

27:1, czyli wiatr wieje inaczej

 

Jedność branży OZE wydawała się dotąd monolitem, aż do teraz. Podczas gdy niemal cała branża stoi murem przeciwko drastycznym zapisom UC84, z szeregów protestujących wyłamał się Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). Taka iście „bohaterska” szarża przeciwko własnemu rynkowi natychmiast przywołuje wspomnienie słynnego głosowania 27:1 na szefa Rady Europejskiej, udowadniając, że niektórzy uwielbiają być tym historycznym „jeden”, nawet jeśli walcząca o przetrwanie branża wymownie puka się w czoło.

 

Co dalej?

 

PSE apeluje o pośpiech, strasząc, że bez reformy transformacja utknie w martwym punkcie. Branża OZE odpowiada: reformujmy, ale dla nowych projektów, a nie tych, które są w toku. Obecna propozycja to, zdaniem inwestorów, próba „wyczyszczenia kolejki” siłą, by ukryć lata zaniedbań w rozbudowie infrastruktury.

Jedno jest pewne: jeśli ustawa przejdzie w obecnym kształcie, czeka nas fala sporów prawnych, a „zwycięstwo” operatora może okazać się pyrrusowe, jeśli jedynym efektem będzie wstrzymanie nowych inwestycji przez tych, którzy nie dysponują portfelem tak głębokim, jak państwowi giganci.

 

– Dalsze forsowanie ustawy w tym kształcie może zakończyć się polityczną katastrofą. Po 3 posiedzeniach komisji parlamentarzyści chyba dostrzegli, że rynkowi pilnie potrzebny jest kompromis. Z jakichś niejasnych przyczyn autorzy ustawy nie dostrzegają, że zamiast przyspieszyć transformację, nowe przepisy mogą ją opóźnić. Ukrytym celem ustawy jest zablokowanie inwestorów prywatnych i wsparcie spółek skarbu państwa. Z dotychczasowych przykładów rozwijania OZE przez państwowych czempionów wiemy, że działają oni dwa razy dłużej i przy znacznie większych kosztach – podkreśla Tomasz Drzał, prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE.

 

Czy wpłynie to na ceny energii w Polsce? Pytanie jest oczywiście retoryczne.