Debata nad nowelizacją przepisów dotyczących przyłączania nowych źródeł odnawialnych do sieci elektroenergetycznej wchodzi w decydującą fazę. Cel ustawodawcy – walka z tzw. „projektami zombie” – zyskał aprobatę sektora, ale zaproponowane metody budzą poważne obawy ekspertów. Tomasz Drzał, prezes zarządu Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE (KIKE), wskazuje na konieczność precyzyjnej „operacji chirurgicznej” na rynku, przestrzegając przed rozwiązaniami, które mogłyby uderzyć w rzetelnych inwestorów.
W polskim systemie elektroenergetycznym narasta problem blokowania mocy przyłączeniowych przez projekty, które mimo uzyskanych zgód, nigdy nie powstają. Resort klimatu i środowiska, reprezentowany przez wiceministra Miłosza Motykę, podjął próbę uporządkowania tej przestrzeni. Jednak pierwsze propozycje legislacyjne spotkały się z chłodnym przyjęciem branży, która uznała je za zbyt restrykcyjne i niedostatecznie konsultowane.
Krytyka ustępuje miejsca dialogowi
Po serii burzliwych obrad komisji sejmowych, nastroje wokół projektu zaczynają ewoluować. Jak podkreśla Tomasz Drzał, faza czystej krytyki powinna zostać zamknięta na rzecz konstruktywnego wypracowania kompromisu. Zdaniem prezesa KIKE, po kilku podejściach w parlamencie, decydenci zdali sobie sprawę, że rozwiązania kreślone „zbyt grubą kreską” nie mają szans na skuteczną implementację.
– Dość już krytyki autorów projektu ustawy. Po dwóch (a nawet trzech) podejściach na sejmowych komisjach, chyba wszyscy już wiedzą, że zaproponowane – zbyt grubą kreską rysowane – rozwiązania nie przejdą – komentuje Tomasz Drzał.
Ekspert zauważa przy tym, że mimo wcześniejszych kontrowersji, szansa na porozumienie ponad podziałami wciąż istnieje, o ile ministerstwo postawi na autentyczny dialog z rynkiem.
– Powtórzę i podkreślę jeszcze raz, że Ministerstwo Energii i Miłosz Motyka wciąż mają szansę na uzyskanie wsparcia ponad podziałami wszystkich zainteresowanych stron. Idea ustawy ‘przyłączeniowej’ jest słuszna. Natomiast, jak już się chce regulować rynek, to ten rynek trzeba dobrze znać – dodaje prezes zarządu KIKE
.
Gdzie leży źródło problemu? Rola OSD
Jednym z kluczowych punktów spornych w debacie jest odpowiedzialność za obecny stan sieci. Branża OZE wskazuje, że winy za „zatory” nie ponoszą wyłącznie spekulanci gruntami, ale również Operatorzy Systemów Dystrybucyjnych (OSD), których nadzór nad procesem inwestycyjnym bywa iluzoryczny.
Tomasz Drzał stawia diagnozę, w której istotną rolę odgrywają zaniedbania po stronie operatorów. Według niego, OSD posiadają narzędzia do weryfikacji realizowalności projektów, jednak nie zawsze z nich korzystają, co w efekcie doprowadziło do powstania zjawiska „projektów zombie”.
– Moim skromnym zdaniem, nie dość jasno stawia się kwestię zaniedbań po stronie operatorów (OSD), którzy nie potrafią nadzorować procesów od momentu wydania warunków przyłączenia. Nie byłoby ‘projektów zombie’, gdyby operatorzy faktycznie realizowali swoją misję. Nie można przecież stwierdzić, że OSD nie mają żadnej możliwości weryfikacji realizowalności przyłączanego projektu – punktuje Drzał.
Precyzja legislacyjna gwarancją sukcesu
Głównym postulatem Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE jest odejście od ryczałtowych kar i automatycznych wygaszeń pozwoleń na rzecz indywidualnego podejścia do inwestycji. Transformacja energetyczna wymaga stabilności, a drastyczne zmiany w trakcie trwania procesów inwestycyjnych mogą podważyć zaufanie do polskiego rynku OZE.
Prezes KIKE z nadzieją patrzy na ostatnie sygnały płynące z parlamentu, sugerujące, że ustawodawca zaczyna rozumieć złożoność materii. Metafora medyczna najlepiej oddaje oczekiwania sektora wobec finalnego kształtu przepisów.
– Rozumiem chęć naprawienia własnych niedociągnięć rękami Ustawodawcy. Na szczęście ten ostatni (stwierdzam to z pewną nieśmiałością), nie ulega pokusie pójścia na skróty i skorzystania z siekiery przy operacji, podczas której niezbędny jest skalpel. – podsumowuje Tomasz Drzał.
Od ostatecznego kształtu ustawy zależeć będzie, czy polskie sieci elektroenergetyczne staną się nowoczesnym fundamentem gospodarki, czy pozostaną barierą, której nie da się przeskoczyć. W najbliższych tygodniach okaże się, czy resort energii potrafi przekuć intencje w precyzyjne zapisy, które odblokują sieć, nie niszcząc przy tym potencjału ambitnych projektów klastrowych i samorządowych. Jedno jest pewne: branża oczekuje rozwiązań merytorycznych





