Energetyka w trybie jałowym. Transformacja, która ugrzęzła między deklaracjami a rzeczywistością

Energetyka-w-trybie-jalowym.jpeg

Na papierze polska transformacja energetyczna przyspiesza. Prezes PSE, Grzegorz Onichimowski, podczas posiedzenia jednej z komisji sejmowych, raczył nawet ironicznie stwierdzić, że w zasadzie transformację mamy już zakończoną. W rzeczywistości – ugrzęzła w procedurach. Środowe spotkanie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska miało być próbą zarysowania ambitnej agendy na 2026 rok, ale unaoczniło głębokość problemów. Branża mówi wprost: system nie wymaga kosmetyki, tylko zasadniczej przebudowy, zarówno w warstwie regulacyjnej, jak i strukturalnej.

 

Wśród przedstawicieli środowiska znalazła się również Krajowa Izba Klastrów Energii i OZE. Jej prezes, Tomasz Drzał, nie pozostawił wątpliwości – bez korekty miksu i głębokiej reformy rynku, zamiast transformacji będziemy mieli do czynienia z narastającym kryzysem bilansowania, inflacją kosztów i coraz bardziej fasadowymi inwestycjami.

 

Brak równowagi i rozsądku w miksie – konsekwencje decyzji politycznych

 

W ciągu ostatnich lat rozwój OZE w Polsce zdominowała fotowoltaika. PV rozwija się szybko, ale nie dostarcza mocy wtedy, gdy system jej najbardziej potrzebuje. Brakuje natomiast inwestycji w źródła wiatrowe, nieporównywalnie lepiej dopasowane do polskiego profilu zużycia i realiów pogodowych. Energetyka lądowa, zamiast być filarem transformacji, została zepchnięta do roli marginalnej, a system OZE, który zbytnio opiera się na jednym typie źródła, nie jest ani odporny, ani tani.

 

Ceny energii: symptom źle zaprojektowanego rynku

 

Ostatnie lata dobitnie pokazały, że wysokie ceny energii w Polsce nie są funkcją kosztów produkcji. Głównym źródłem obciążeń dla odbiorców jest sposób organizacji rynku. Problemem nie jest to, że energia z OZE jest zbyt droga – problemem jest, że system nie potrafi jej w sposób efektywny wykorzystać.

Kluczowe mechanizmy (taryfy węzłowe, lokalne bilansowanie czy rozliczanie usług elastyczności) pozostają na etapie pilotaży lub planów. Bez ich wdrożenia, koszty systemowe będą nadal przerzucane na odbiorców (w szczególności na przedsiębiorców), a inwestycje w zeroemisyjne źródła będą oznaczały paradoksalnie… wzrost rachunków. To nie technologia źródeł jest dziś barierą, lecz struktura rynku.

 

Energetyka rozproszona

 

W debacie o transformacji energetycznej często przywoływanym przykładem postępu jest liczba zarejestrowanych klastrów energii i spółdzielni energetycznych. Tyle że liczby te – jak zauważa prezes zarządu KIKE – mają głównie wartość promocyjną. W praktyce lokalne rynki energii niemal nie istnieją. Brakuje realnych zachęt, możliwości bilansowania.

– Setki formalnie zarejestrowanych klastrów i spółdzielni nie przekładają się na realne funkcjonowanie lokalnego rynku. Inwestycje te najwyraźniej służyć miały przede wszystkim systemowi, a nie uczestnikom – i trzeba to uczciwie przyznać. Ostatecznie podmioty te, poza wyjątkami, nie działają w ogóle. – zauważa Tomasz Drzał.

Bez stworzenia jasnych reguł gry, lokalne wspólnoty energetyczne będą nadal funkcjonować jako byty prawne bez treści ekonomicznej. To zmarnowany potencjał, zwłaszcza że w wielu krajach to właśnie klastry i spółdzielnie stały się kołem zamachowym decentralizacji i innowacji.

 

Więcej sieci czy więcej zarządzania?

 

Zarządzanie popytem, cable pooling, lokalne rynki mocy, magazyny energii współdzielone przez kilku prosumentów to rozwiązania, które nie wymagają dekady i miliardów. Wymagają natomiast zmiany logiki działania operatorów i odblokowania mechanizmów rynkowych.

Jednym z najczęściej powielanych mitów transformacji jest przekonanie, że masowe wdrażanie fotowoltaiki, uzupełnione magazynami energii, rozwiąże problem bilansowania. To narracja uproszczona i jak pokazuje praktyka  błędna. Magazyny nie są w stanie zrównoważyć dobowych i sezonowych wahań produkcji z PV, a ich masowe wdrażanie przy obecnym poziomie kosztów i braku rynku usług systemowych, jest ekonomicznie wątpliwe.

Transformacja wymaga różnorodności technologicznej i dyspozycyjności, czyli dokładnie tego, czego brakuje obecnemu miksowi. W centrum powinien znaleźć się relatywnie tani wiatr na lądzie. Bez jego udziału, magazyny nie wystarczą, by pokryć zapotrzebowanie systemu w miesiącach zimowych lub przy niskim nasłonecznieniu.

Bez szerokiego konsensusu inwestycje w wiatraki na lądzie będą nadal grzęzły w planistycznych martwych polach, a bez nowych mocy wiatrowych Polska nie będzie w stanie osiągnąć neutralności klimatycznej ani utrzymać konkurencyjnych cen energii.

 

UC84 – reforma, która może pogłębić problemy

 

Projekt nowelizacji Prawa energetycznego (UC84), reformujący proces przyłączeniowy, miał uporządkować rynek i wyeliminować martwe projekty blokujące moce w sieci. I choć diagnoza problemu była trafna, proponowane rozwiązania – zdaniem KIKE – są oderwane od realiów procesu deweloperskiego.

 

Nie wystarczą megawaty, potrzebny jest system

 

Polska transformacja energetyczna nie potrzebuje dziś kolejnych deklaracji i rozporządzeń. Potrzebuje polityki energetycznej, która nie będzie reagowała na kryzysy ad hoc, lecz konsekwentnie budowała warunki dla rozwoju nowoczesnego rynku energii.

Jak trafnie podsumował Tomasz Drzał: „Transformacja energetyczna to dziś przede wszystkim system IT, a nie źródła.” Trudno o trafniejsze podsumowanie obecnego etapu – ani megawaty, ani kilometry sieci nie wystarczą, jeśli nie będzie zdrowego i konkurencyjnego rynku, który tym będzie działać.