Urząd Regulacji Energetyki ogłosił start pierwszej „regulacyjnej piaskownicy” w sektorze energii. Firmy, które chcą przetestować innowacyjne technologie lub modele biznesowe – bez spełniania części obowiązków wynikających z Prawa energetycznego – mogą zgłaszać swoje projekty do 20 lutego.
To pierwsza sytuacja, kiedy regulator daje możliwość legalnego obejścia wybranych regulacji, pod warunkiem że chodzi o pilotaż mający znaczenie dla transformacji energetycznej.
– Otworzyłam kolejne drzwi do rozwoju polskiej energetyki – ogłosiła prezes URE Renata Mroczek.
– Osobiście i w imieniu Krajowej Izby Klastrów Energii i Odnawialnych Źródeł Energii cieszę się z decyzji Prezes URE. Uważam, że już teraz możemy w Polsce znaleźć wiele projektów, które idealnie odnajdą się właśnie w tym naborze! – podkreśla Tomasz Drzał, prezes zarządu Krajowej Izby Klastrów Energii i Odnawialnych Źródeł Energii
„Piaskownica” pozwala na bezpieczne eksperymentowanie z rozwiązaniami, które dziś są blokowane przez obowiązujące przepisy – na przykład lokalnym bilansowaniem, dynamicznymi taryfami czy nowymi usługami agregacji. To może być szansa dla mniejszych graczy, którzy nie mają czasu ani środków, by latami przebijać się przez ściany formalności.
Co to właściwie jest „regulacyjna piaskownica”?
Choć pojęcie może brzmieć nieco infantylnie, „regulatory sandbox” to znany już w świecie finansów model testowania nowych rozwiązań w realnym środowisku, ale w kontrolowanych warunkach. W energetyce pojawia się w Polsce po raz pierwszy – z inicjatywy samego regulatora.
Zgodnie z ogłoszeniem opublikowanym przez URE, chodzi o umożliwienie prowadzenia eksperymentalnych projektów pilotażowych, które w normalnych warunkach musiałyby spełniać wymogi m.in. związane z koncesją, zatwierdzaniem taryf czy uzgadnianiem planów rozwoju.
Dzięki decyzji prezes URE, wybrane podmioty będą mogły działać czasowo bez spełnienia tych obowiązków – o ile projekt ma potencjał rozwojowy i spełnia kryteria związane z celami polityki energetycznej państwa.
Co chce osiągnąć URE?
Jak czytamy w oficjalnym komunikacie (Informacja Prezesa URE nr 3/2026), piaskownica ma służyć m.in. rozwojowi:
- innowacyjnych technologii i usług energetycznych,
- modeli lokalnego bilansowania i agregacji,
- inteligentnych sieci i infrastruktury IT,
- a także poprawie efektywności wykorzystania istniejącej infrastruktury.
Innymi słowy, ma być miejscem, gdzie można przetestować coś, co teoretycznie przyniosłoby korzyści całemu sektorowi, ale dziś zatrzymuje się na pierwszym progu regulacyjnym.
Co to oznacza dla rynku?
Jeśli podejście zadziała, może otworzyć drogę do dynamiczniejszych zmian w sektorze, który wciąż działa w mocno sformalizowanej i scentralizowanej strukturze. Szczególnie skorzystać mogą:
- start-upy energetyczne i firmy technologiczne, które dotąd nie były w stanie wdrożyć swoich pomysłów w rzeczywistej sieci,
- lokalne samorządy i klastry energii, szukające sposobów na elastyczne zarządzanie produkcją i zużyciem energii,
- tradycyjni operatorzy, którzy chcą testować nowe modele bez ryzyka naruszenia obowiązujących przepisów.
Z drugiej strony URE zastrzega, że każde odstępstwo będzie szczegółowo analizowane – i nie zostanie przyznane, jeśli projekt mógłby zagrozić bezpieczeństwu sieci lub ciągłości dostaw.
Potrzebowaliśmy tego od lat
Nowa inicjatywa spotkała się z pozytywnym odbiorem w branży. Tomasz Drzał, prezes zarządu Krajowej Izby Klastrów Energii i Odnawialnych Źródeł Energii, zauważa:
– Uruchomienie regulacyjnej piaskownicy przez URE to wyczekiwany krok w kierunku bardziej elastycznego podejścia do rozwoju innowacji w energetyce. Daje to szansę szczególnie małym i średnim firmom technologicznym oraz lokalnym operatorom, by bezpiecznie testować nowe modele działania bez wielomiesięcznego oczekiwania na decyzje administracyjne.
Piaskownica regulacyjna to dla polskiej energetyki test – nie tyle technologiczny, co instytucjonalny. Jeśli URE uda się zrównoważyć elastyczność i bezpieczeństwo, może to otworzyć nowy etap w rozwoju sektora






