Obietnica lokalnej samowystarczalności czy przerzucanie kosztów?

1-e1769603826683.png

Spółdzielnie energetyczne zyskują na znaczeniu jako narzędzie wspierające transformację energetyczną na poziomie lokalnym. Model opiera się na współpracy i efektywnym wykorzystaniu OZE, ale nie brakuje kontrowersji – głównie w zakresie kosztów dystrybucji, zasad rozliczeń i wpływu na innych uczestników rynku. Czy obecny model wspiera energetykę obywatelską, czy raczej tworzy nową formę przywilejów samorządowych?

Czym jest spółdzielnia energetyczna i jak działa?

Spółdzielnia energetyczna to forma rozliczeniowa – sposób, w jaki uczestnicy (zwykle jednostki samorządowe) rozliczają się między sobą za produkcję i konsumpcję energii. Model nazywany jest “spółdzielczym”, ale w praktyce dominują w nim lokalne konsorcja samorządowe.

Zazwyczaj spółdzielnia składa się z 3–4 członków i obejmuje instalacje OZE (głównie fotowoltaiczne). Produkowana energia trafia do sieci, a odbiorcy (członkowie spółdzielni) nie płacą za nią rynkowej ceny. Zamiast tego korzystają z mechanizmu wzajemnych rozliczeń. W dużym uproszczeniu: energia wytwarzana w jednej szkole może zasilić drugą, a samorząd “bilansuje” się wewnętrznie.

Jak wygląda model rozliczeń?

W modelu spółdzielczym każdy uczestnik wnosi własne źródło OZE (najczęściej PV) i staje się częścią systemu, w którym nie występują typowe relacje producent–odbiorca. Gdy gmina instaluje PV na dachu szkoły, nie musi sprzedawać energii do sieci, tylko może ją rozliczyć wewnątrz spółdzielni.

To kluczowa różnica – nie występuje sprzedaż ani klasyczne opłaty. Samorząd nie płaci rachunku, lecz rozlicza się “wirtualnie”, opierając na modelu prosumenckim z rozliczeniem energii w stosunku 1:0,6. Andrzej Kaźmierski, eksperta PSE S.A. zauważa, że jest to korzystne z punktu widzenia samorządów, lecz niekoniecznie dla całego systemu.

Korzyści z punktu widzenia spółdzielców

Najbardziej oczywistym benefitem dla samorządów jest obniżenie rachunków za energię – zwłaszcza w sytuacji, gdy ceny energii z sieci są wysokie. Energia wytworzona lokalnie może być wykorzystana wewnętrznie bez opłat przesyłowych czy handlowych. Co więcej, spółdzielnie są zwolnione z niektórych opłat systemowych: OZE, mocowej, kogeneracyjnej.

Net metering i elastyczność

Drugą korzyścią jest tzw. net metering – możliwość oddania nadwyżek energii do sieci i odbioru ich w późniejszym czasie. Energia nie musi być zużywana natychmiast = może być „odłożona” i wykorzystana, gdy ceny rynkowe są wyższe. Pozwala to na strategiczne zarządzanie zużyciem energii w skali miesiąca czy kwartału.

Czy koszty są rzeczywiście neutralne?

Spółdzielnie rozliczają się wewnętrznie, ale korzystają z sieci dystrybucyjnej. Przesył energii między członkami spółdzielni nie jest obciążony pełnymi opłatami, co oznacza, że koszty utrzymania infrastruktury przenoszone są na pozostałych odbiorców – zarówno indywidualnych, jak i biznesowych.

Operatorzy systemów dystrybucyjnych (OSD) ponoszą koszty przesyłu, ale nie mogą ich odzyskać od członków spółdzielni, którzy de facto korzystają z infrastruktury. W efekcie – jak podkreśla autor –„koszty ponosi OSD i przenosi na swoich klientów”.

Spółdzielnie to fundament lokalnej transformacji, ale potrzebują ram

– Spółdzielnie energetyczne to dziś jeden z kluczowych elementów lokalnej transformacji energetycznej. Zapewniają tańszą energię dla samorządów, zwiększają ich odporność energetyczną i pozwalają lepiej zarządzać lokalnym miksen OZE – mówi Tomasz Drzał, prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE. – To prawda, że obecny model wymaga doprecyzowania, zwłaszcza w zakresie kosztów dystrybucji, ale nie powinno to przekreślać idei jako całości. Spółdzielnie mogą być trzonem energetyki obywatelskiej, jeśli stworzy się dla nich przewidywalne i sprawiedliwe ramy prawne.

Problemy strukturalne i ograniczenia modelu

Większość spółdzielni działa na terenach wiejskich, gdzie dostępność pracowników (np. do obsługi biogazowni) bywa ograniczona. Dodatkowo, przy większej produkcji PV pojawia się problem konieczności redysponowania – system musi czasowo wyłączać źródła, gdy nie ma odbioru. To prowadzi do strat i podważa sens ekonomiczny inwestycji.

Aby osiągnąć pełną samowystarczalność, spółdzielnia musiałaby przewymiarować swoje źródła i magazyny energii, co oznacza wysokie koszty. Przy obecnym stanie technologicznym i finansowym, taki model trudno uznać za efektywny na większą skalę.

Propozycje korekt systemowych

Andrzej Kaźmierski, eksperta PSE S.A. sugeruje, że czas przejść od fazy eksperymentalnej do dojrzałego modelu:

  • Wskazanie celu końcowego: lokalna dystrybucja po niskiej opłacie (np. 10%) i zmniejszenie wskaźnika net meteringu.
  • Zapewnienie pełnej transparentności i unikanie ukrytych subsydiów dla wybranych uczestników rynku.
  • Dopuszczenie samorządów do rozwijania infrastruktury: magazynów energii, zarządzania autokonsumpcją, lokalnego bilansowania popytu i podaży.
  • Zmiana narracji – z modelu „komunalnego subsydium” na realną, obywatelską energetykę współdzieloną.

Potrzebna zmian

Spółdzielnie energetyczne mogą być wartościowym narzędziem lokalnej transformacji energetycznej. Jednak obecny model, oparty głównie na ulgach i zwolnieniach, wymaga korekty. Niezbędne jest bardziej sprawiedliwe rozłożenie kosztów, określenie jasnych reguł gry i docelowego modelu działania.

Jak podkreśla Tomasz Drzał: – Energetyka obywatelska nie powinna być zarezerwowana dla garstki gmin – powinna stać się realną alternatywą dla całego rynku. Do tego jednak potrzebne są narzędzia legislacyjne, a nie tylko dobre chęci.

Prawdziwa energetyka obywatelska powinna angażować mieszkańców, a nie tylko jednostki samorządowe. Do tego potrzebna jest reforma prawa, transparentność rozliczeń i nowe podejście do lokalnego zarządzania energią. Spółdzielnia energetyczna to nie cel sam w sobie, ale narzędzie, które – odpowiednio użyte – może przynieść realne korzyści wszystkim uczestnikom rynku.