W Polsce dopiero raczkują, w Europie stają się elementem stabilizacji systemów energetycznych. Społeczności energetyczne, oparte na lokalnej produkcji, konsumpcji i zarządzaniu energią, mają potencjał zmienić oblicze krajowej energetyki. Jednak nadal, jak zauważa Andrzej Kaźmierski ekspert PSE S.A.,, wciąż są bardziej ideą niż realnym narzędziem. Czy doczekamy się modelu, który będzie działać nie tylko społecznie, ale też technicznie i ekonomicznie?
Od prosumenta do wspólnoty – ewolucja lokalnej energetyki
Model, o którym coraz głośniej mówią eksperci i regulatorzy, opiera się na współpracy sąsiadów, dzieleniu się nadwyżkami energii z fotowoltaiki i lokalnym bilansowaniu popytu z podażą. To oddolna formuła, zakładająca wspólne wykorzystanie domowych instalacji PV, ewentualnie uzupełnionych o magazyny energii i systemy zarządzania zużyciem. Kluczem jest lokalna współpraca i wzajemność – np. sąsiad A sprzedaje energię sąsiadowi B po obniżonej stawce, korzystając z tzw. sprzedaży peer-to-peer (P2P).
Niestety – jak podkreśla Andrzej Kaźmierski – taka wizja w Polsce nie funkcjonuje, bo brakuje faktycznego wdrożenia sprzedaży energii P2P. Obowiązujące przepisy są lakoniczne i nie zapewniają odpowiednich platform do rozliczeń. Gdyby je wprowadzono, moglibyśmy budować rzeczywiste społeczności energetyczne, nie tylko z udziałem sąsiadów z PV, ale także tych, którzy nie mają źródeł, a chcą współdzielić energię.
Model idealny – ale tylko na papierze
W teorii wszystko wygląda znakomicie. Mieszkańcy organizują się, wspólnie inwestują w magazyny energii, dostosowują swoje zużycie do produkcji i przyczyniają się do odciążenia sieci energetycznej. W takim scenariuszu społeczność działa na rzecz systemu, zamiast go zakłócać. To właśnie taki model, oparty na lokalnym bilansowaniu, platformach rozliczeniowych i partycypacyjnym zarządzaniu energią, mógłby być podstawą do wsparcia, w tym dotacyjnego. Jednak, jak podkreśla autor, realnie nie istnieje. W Polsce niewdrożenie systemu sprzedaży P2P skutecznie blokuje rozwój wspólnot w duchu energetyki obywatelskiej.
Co funkcjonuje? Namiastka wspólnoty
Mimo wszystko, pierwsze struktury już powstają. W Polsce działają (na razie) dwie społeczności energetyczne, których podstawą są instalacje PV, wsparte profesjonalnym podmiotem obrotu. Uczestnicy nie tyle tworzą rzeczywistą wspólnotę, co odtwarzają formułę zbliżoną do „wirtualnego prosumenta”. Głównym celem jest minimalizacja kosztów energii u odbiorców – najczęściej samorządowych.
Ich przewagą jest system zarządzania energią, który pozwala użytkownikom reagować na zmieniające się ceny w taryfach dynamicznych – zużycie dopasowuje się do podaży energii. To mechanizm efektywny i korzystny ekonomicznie, ale – jak podkreśla Andrzej Kaźmierski nie jest to jeszcze pełnoprawna wspólnota energetyczna. To raczej komercyjna konstrukcja z elementami współdzielenia, funkcjonująca na granicy regulacyjnych możliwości.
Społeczności energetyczne to fundament lokalnej transformacji
– Społeczności energetyczne są realnym rozwiązaniem, które może zrewolucjonizować sposób zarządzania energią na poziomie lokalnym – mówi Tomasz Drzał, prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE. – Ich siłą jest elastyczność i możliwość integrowania różnych uczestników rynku – od prosumentów indywidualnych po samorządy i MŚP. Ale potrzebujemy jasnych, stabilnych i przewidywalnych regulacji, które umożliwią budowę systemów P2P, lokalnych rynków energii i mechanizmów rozliczeniowych. Bez tego będziemy nadal mówić o potencjale, a nie o realiach.
Potrzebne są działania legislacyjne
Z analiz Andrzeja Kaźmierskiego i opinii Tomasza Drzała wynika jasno: aby społeczności energetyczne miały sens techniczny i ekonomiczny, potrzebne są trzy rzeczy:
- Jasno określony cel działalności – np. lokalne bilansowanie.
- Uregulowanie platform sprzedaży P2P – umożliwienie sprzedaży nadwyżek między sąsiadami.
- Preferencyjne zasady taryfowe – np. dystrybucja lokalna po stawce 10% operatora, jeśli energia nie przekracza transformatora.
Bez tych działań społeczności pozostaną jedynie strukturami formalnymi, które poza integracją społeczną nie wnoszą realnej wartości dla systemu elektroenergetycznego. A przecież to właśnie społeczności zintegrowane z siecią i dostosowujące się do jej potrzeb, powinny być wspierane i promowane.
Transformacja oddolna potrzebuje fundamentów prawnych
Społeczności energetyczne mogą być realnym narzędziem transformacji o ile dostaną właściwe ramy legislacyjne i operacyjne. Bez dostępu do rynku P2P, bez uregulowanego systemu rozliczeń i bez jasnego celu działalności, nie wyjdą poza fazę eksperymentów. Potrzebujemy zatem nie tylko politycznej woli, ale też technicznej i prawnej odwagi, by stworzyć system, który nagradza współpracę, elastyczność i lokalność.
– Wspólnoty to przyszłość energetyki, ale ich rozwój trzeba odblokować. – podsumowuje Tomasz Drzał:






