10 tez o energetyce rozproszonej – co wynika z Kongresu ER 2025?

10-tez-o-energetyce-rozproszonej-co-wynika-z-Kongresu-ER-2025-1.jpeg

27 listopada 2025 roku w Krakowie odbyła się konferencja podsumowująca III Kongres Energetyki Rozproszonej – wydarzeni, które na stałe wpisało się w krajobraz krajowej debaty o transformacji energetycznej. Choć wiele głosów wybrzmiało już w przestrzeni publicznej, warto przyjrzeć się dziesięciu tezom, które mogą być  punktem wyjścia do dalszych rozmów. To realne postulaty systemowe, które dotykają rdzenia reformy rynku energii w Polsce.

 

Energetyka rozproszona jako część systemu

 

Jeszcze kilka lat temu energetyka rozproszona była traktowana głównie jako uzupełnienie systemu centralnego – forma obywatelskiej aktywności, przydatna w działaniach edukacyjnych i ekologicznych. Dziś to podejście traci rację bytu. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki z trzeciego kwartału 2025 roku, w Polsce działa już ponad 1,3 miliona mikroinstalacji OZE, głównie fotowoltaicznych, o łącznej mocy przekraczającej 15 GW. To więcej niż moc całej polskiej energetyki wodnej i prawie tyle, ile wynosi moc wszystkich bloków węglowych w jednej dużej elektrowni systemowej.

Rosnąca liczba źródeł rozproszonych wiąże się z ich lokalizacją: są rozmieszczone blisko odbiorców, co ogranicza straty przesyłowe, zmniejsza obciążenie sieci przesyłowych i zwiększa elastyczność systemu. Eksperci Forum Energii podkreślają, że ER nie może być dłużej traktowana jako uzupełnienie – to pełnoprawny komponent bezpieczeństwa energetycznego, szczególnie w skali lokalnej i regionalnej.

Unijne ramy prawne, takie jak dyrektywa RED III, nakładają na państwa członkowskie obowiązek tworzenia warunków dla rozwoju energetyki obywatelskiej i wspólnot energetycznych. Tym samym Polska stoi dziś przed koniecznością nie tylko uznania roli ER w dokumentach strategicznych, ale również stworzenia realnych mechanizmów integrujących ją z krajowym rynkiem energii.

 

Wspólnoty energetyczne: potrzeba czy moda?

 

Wspólnoty energetyczne, przez lata traktowane jako eksperyment legislacyjny, w 2025 roku stają się jednym z najbardziej dyskutowanych elementów transformacji energetycznej w Polsce. Dyrektywa RED II oraz jej nowelizacja (RED III) wyraźnie wskazują, że państwa członkowskie mają obowiązek tworzenia warunków do funkcjonowania wspólnot obywatelskich i energetycznych jako formalnych uczestników rynku energii. Ale czy w polskich realiach te struktury rzeczywiście są potrzebne?

Z danych i analiz Krajowej Agencji Poszanowania Energii (KAPE) oraz raportów Regulatory Assistance Project (RAP) wynika, że wspólnoty energetyczne mogą odegrać kluczową rolę w kilku obszarach:

  • lokalnym bilansowaniu popytu i podaży,
  • redukcji kosztów energii w gminach,
  • budowie odporności energetycznej na poziomie regionalnym,
  • reinwestowaniu zysków w infrastrukturę i usługi publiczne.

Ich przewagą jest lokalność i integracja społeczna – mieszkańcy i samorządy tworzą struktury, które nie tylko wytwarzają energię, ale również zarządzają jej zużyciem i przepływem. Wspólnoty mogą realizować funkcje agregacyjne, świadczyć usługi elastyczności (DSR) oraz przyczyniać się do efektywnego zarządzania infrastrukturą niskiego napięcia. To szczególnie ważne w kontekście przeciążonych sieci dystrybucyjnych, które nie nadążają za tempem rozwoju fotowoltaiki prosumenckiej.

Problemem nie jest koncepcja wspólnot energetycznych – lecz otoczenie regulacyjne. Pomimo teoretycznego wprowadzenia takich możliwości w polskim prawie energetycznym, w praktyce wspólnoty wciąż działają marginalnie. Bariery to m.in.:

  • brak spójnego modelu rozliczeń,
  • trudność w pozyskaniu danych sieciowych od OSD,
  • wysokie koszty przygotowania dokumentacji technicznej i formalnej,
  • niska świadomość możliwości wśród JST.

Rekomendacje branżowe są jednoznaczne: bez uproszczenia przepisów i wsparcia instytucjonalnego, wspólnoty nie będą miały szans na rozwój, mimo ich ogromnego potencjału transformacyjnego. A zatem – wspólnoty energetyczne to nie moda. To strategiczne narzędzie budowy lokalnej suwerenności energetycznej, które wymaga natychmiastowego urealnienia w praktyce regulacyjnej.

 

Które formy energetyki obywatelskiej mają sens?

 

Polska scena energetyki obywatelskiej po 2020 roku rozwinęła się dynamicznie, lecz nierównomiernie. Wprowadzenie prosumpcji, klastra energii, spółdzielni energetycznej i innych form uczestnictwa społecznego miało zbudować system, w którym każdy podmiot – od indywidualnego gospodarstwa po samorząd – może aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej. Dziś, w 2025 roku, widać jednak wyraźnie, że nie wszystkie te modele funkcjonują równie skutecznie.

  • Prosument indywidualny

Prosumpcja indywidualna, szczególnie w formie instalacji fotowoltaicznych na dachach domów, pozostaje najbardziej rozwiniętą formą energetyki obywatelskiej. Programy wsparcia, takie jak „Mój Prąd” czy ulgi podatkowe, przyczyniły się do gwałtownego wzrostu liczby mikroinstalacji. Jednak obecny model rozliczeń (net-billing) wymusza większe zaangażowanie odbiorców w zarządzanie zużyciem i autokonsumpcją. To z kolei podkreśla potrzebę edukacji i cyfrowych narzędzi, bez których model ten traci efektywność.

  • Klastry energii

Wprowadzone w 2016 roku klastry energii miały stać się lokalnymi centrami koordynacji wytwarzania i zużycia energii. Dziś wiele z nich funkcjonuje w formie projektów bez ciągłości operacyjnej – brak stabilnego finansowania, problem z dostępem do danych, ograniczone kompetencje operatorów klastra i trudności w ujęciu bilansowania sprawiają, że model ten często sprowadza się do sprawozdawczości, nie do realnego działania.

  • Spółdzielnie energetyczne – niewykorzystany potencjał

Do końca III kwartału 2025 roku w Polsce działało niespełna 30 zarejestrowanych spółdzielni energetycznych, z czego tylko kilka funkcjonowało aktywnie. Powody? Złożoność formalna, wysokie koszty doradcze, brak narzędzi prawnych umożliwiających łatwe zarządzanie siecią i sprzedaż nadwyżek energii. A przecież to spółdzielnie są najbliższe idei energetyki obywatelskiej, bo opierają się na demokratycznym zarządzaniu, lokalnym kapitale i trwałej strukturze właścicielskiej.

Nie każda dostępna dziś forma energetyki obywatelskiej spełnia swoją funkcję. Eksperci wskazują, że niezbędna jest:

  • standaryzacja modeli działania,
  • uproszczenie procesów tworzenia wspólnot i spółdzielni,
  • spójna legislacja, która nie traktuje każdego modelu jako osobnego „eksperymentu”.
  1. Profesjonalizacja – warunek dalszego rozwoju

Wzrost liczby inicjatyw w obszarze energetyki rozproszonej w Polsce to bez wątpienia sukces ostatnich lat. Jednak zderzenie się tych inicjatyw z realiami prawnymi, technicznymi i rynkowymi ujawnia główną słabość sektora: brak profesjonalizacji. Dziś, jeśli wspólnoty energetyczne, spółdzielnie czy klastry mają działać efektywnie, muszą być prowadzone nie przez entuzjastów, lecz przez dobrze przygotowane zespoły techniczno-zarządcze.

 Profesjonalizacja to nie tylko wiedza

Zgodnie z raportami Forum Energii, KAPE oraz Instytutu Jagiellońskiego, wiele podmiotów lokalnych – zwłaszcza samorządowych – nie posiada dostępu do: narzędzi analitycznych (monitoring, prognozowanie, bilansowanie), zespołów technicznych zdolnych do projektowania i utrzymania instalacji czy też do specjalistycznego doradztwa prawnego i finansowego.

W rezultacie, nawet dobrze zaprojektowane inicjatywy często upadają na etapie operacyjnym, nie mając wystarczających zasobów do zarządzania cyklem życia projektu – od pozyskania finansowania, przez eksploatację, aż po rozliczenia.

 

Kto powinien profesjonalizować sektor?

 

W debacie branżowej pojawia się coraz więcej głosów, że konieczne jest powołanie regionalnych operatorów energetyki rozproszonej – podmiotów (publicznych lub PPP), które zapewnią:

  • standaryzację procesów wdrożeniowych,
  • wsparcie operacyjne dla JST i społeczności,
  • dostęp do danych i interoperacyjnych systemów IT,
  • wiedzę w zakresie regulacji i mechanizmów rynku energii.

Alternatywnie – rozwój instytucji parasolowych przy istniejących strukturach samorządowych, np. związkach gminnych czy wojewódzkich funduszach środowiska.

 

Edukacja

 

Wiele programów szkoleniowych funkcjonuje przy wsparciu instytucji rządowych i UE (np. w ramach FEnIKS), jednak pojedyncze kursy nie wystarczą, by zbudować sektor zdolny do konkurowania i utrzymywania rentowności. Potrzebne są ścieżki zawodowe, certyfikacje, a także zachęty finansowe dla profesjonalnych doradców i integratorów technologii.

Profesjonalizacja to warunek konieczny, by energetyka rozproszona mogła przetrwać próbę skali i czasu. Inaczej ryzykujemy, że sektor ER zostanie zdominowany przez niewielką liczbę komercyjnych graczy, a jego obywatelski i lokalny charakter ulegnie erozji.

 

Czy wspólnoty energetyczne mogą brać udział w bezpieczeństwie energetycznym?

 

Debata o roli wspólnot energetycznych w krajowym systemie energetycznym coraz częściej dotyka zagadnienia ich ewentualnej współodpowiedzialności za bezpieczeństwo energetyczne – przynajmniej na poziomie lokalnym. Może to budzić wątpliwości, ale doświadczenia europejskie i opinie ekspertów wskazują, że taka rola jest wręcz pożądana.

Wspólnoty dysponujące własnymi źródłami energii, magazynami oraz narzędziami do zarządzania popytem mogą wspierać stabilność lokalnych sieci – szczególnie tam, gdzie infrastruktura dystrybucyjna jest przeciążona. Ich potencjał w zakresie bilansowania mocy, reagowania na zakłócenia i świadczenia usług elastyczności jest znaczący.

Problemem pozostaje brak ram regulacyjnych. Polskie prawo nie definiuje wspólnot jako podmiotów współdziałających w systemie bezpieczeństwa energetycznego, a operatorzy sieci nie mają obowiązku uwzględniania ich w planowaniu operacyjnym. Zmiana tego podejścia wymaga stworzenia modelu współpracy, w którym lokalne podmioty mogłyby odgrywać rolę pomocniczą, nie zastępującą instytucji centralnych, lecz je wspierającą.

W obliczu wyzwań transformacyjnych i niestabilności geopolitycznej, decentralizacja odpowiedzialności może okazać się racjonalnym kierunkiem – pod warunkiem, że wspólnoty energetyczne zostaną wyposażone w odpowiednie narzędzia, dane i kompetencje.

 

Stabilne źródła czy sterowanie popytem

 

W dyskusji o kierunkach rozwoju energetyki rozproszonej często pojawia się postulat ograniczenia ekspansji źródeł niestabilnych, takich jak fotowoltaika czy wiatr, na rzecz stabilnych technologii – zwłaszcza biogazu i małej hydroenergetyki. Intencją jest zwiększenie przewidywalności generacji,ale  stawianie tych opcji w opozycji do siebie to uproszczenie, które może hamować transformację.

Stabilne źródła OZE rzeczywiście mają niedoceniany potencjał – zwłaszcza w obszarach wiejskich, gdzie gospodarka rolna generuje zasoby do produkcji biogazu, a naturalne warunki sprzyjają hydroenergetyce. Jednak ich rozwój jest kosztowny, czasochłonny i wymaga rozbudowanej infrastruktury. W praktyce to właśnie fotowoltaika i wiatr napędzają dynamikę rynku, umożliwiając szybkie zwiększanie mocy zainstalowanej, często w formule prosumenckiej.

Dlatego coraz częściej mówi się nie o wyborze między technologiami, lecz o potrzebie lepszego zarządzania tym, co już działa. Kluczowym wyzwaniem staje się dziś elastyczność: możliwość dopasowania popytu do produkcji, integracja magazynów energii oraz rozwój inteligentnych systemów zarządzania siecią i zużyciem. To właśnie inwestycje w sterowanie – a nie ograniczanie technologii – powinny być pierwszym krokiem do zwiększenia efektywności systemu rozproszonego.

Odpowiedzią nie jest więc zastępowanie jednych źródeł innymi, ale stworzenie warunków, w których różne technologie uzupełniają się w ramach lokalnych ekosystemów energetycznych.

 

Net-billing jako nowy paradygmat lokalnego bilansowania

 

Jedną z najbardziej przełomowych zmian ostatnich lat w polskim modelu prosumenckim było odejście od systemu opustów (net-meteringu) na rzecz mechanizmu net-billingu. Nowy model  stopniowo zaczyna spełniać swoją kluczową funkcję  skłaniając do bardziej świadomego, lokalnego zarządzania energią.

Net-billing premiuje autokonsumpcję i dopasowanie zużycia do chwilowej produkcji. Zamiast traktować sieć jako „wirtualny magazyn”, zachęca użytkowników do inwestowania w realne rozwiązania: magazyny energii, systemy sterowania, optymalizację zużycia. Taki model lepiej odzwierciedla rzeczywiste koszty i wartość energii – zarówno dla prosumenta, jak i dla całego systemu.

W kontekście energetyki rozproszonej i wspólnot energetycznych net-billing otwiera nowe możliwości. Umożliwia projektowanie struktur opartych na lokalnym bilansowaniu – nie tylko w sensie technicznym, ale też ekonomicznym. Pozwala też na wprowadzenie usług elastyczności i integrację różnych źródeł wytwórczych w ramach jednego systemu rozliczeń.

Wciąż jednak brakuje spójnych przepisów umożliwiających szersze zastosowanie net-billingu w strukturach zbiorowych – takich jak spółdzielnie czy klastry energii. Wdrożenie tych rozwiązań wymaga standaryzacji narzędzi, ujednolicenia zasad oraz wsparcia edukacyjnego dla nowych podmiotów rynkowych.

Dla rynku energii w Polsce kluczowe będzie nie tylko doskonalenie mechanizmu net-billingu, ale również jego pełne otwarcie na struktury wspólnotowe. Tylko wtedy stanie się on rzeczywistym fundamentem dla lokalnego bilansowania i rozwoju energetyki rozproszonej opartej na współpracy.

 

Integracja sektorów: energia, ciepło i chłód na poziomie lokalnym

 

Transformacja energetyczna nie może ograniczać się wyłącznie do sektora elektroenergetycznego. Coraz więcej uwagi poświęca się potrzebie integracji trzech obszarów: energii elektrycznej, ciepła i chłodu, zwłaszcza w wymiarze lokalnym. Taka spójna koncepcja energetyki terytorialnej pozwala lepiej wykorzystać dostępne zasoby, poprawia efektywność energetyczną i zwiększa odporność na zakłócenia systemowe.

W tym kontekście społeczności energetyczne zyskują szczególne znaczenie. Ich lokalny charakter, bliskość odbiorców oraz możliwość integrowania różnych technologii sprawiają, że są naturalnym miejscem do realizacji koncepcji tzw. multi-energetycznych mikrosystemów. Przykłady z Niemiec, Danii czy Austrii pokazują, że lokalne wspólnoty potrafią skutecznie łączyć produkcję prądu, ciepła z OZE (np. z biogazu, geotermii czy biomasy), chłodu oraz magazynowania – tworząc samobilansujące się układy.

W Polsce pierwsze próby takiej integracji podejmowane są głównie przez samorządy i spółki komunalne, często przy wsparciu funduszy europejskich. Jednak systemowe przeszkody – brak obowiązku sporządzania lokalnych planów energetycznych, ograniczony dostęp do danych sieciowych, a także rozdzielność regulacyjna sektorów – utrudniają rozwój kompleksowych projektów.

Konieczna jest zmiana podejścia do planowania energetycznego na poziomie JST. Plan zaopatrzenia w energię nie może być dokumentem „do szuflady”, lecz powinien stać się podstawą operacyjnej współpracy między gminami, operatorami systemów dystrybucyjnych oraz lokalnymi inwestorami. Dopiero wówczas możliwa będzie pełna integracja sektorowa, a nie tylko równoległe prowadzenie trzech osobnych polityk energetycznych.

 

Dostęp JST do zarządzania siecią – między intencją a praktyką

 

Postulat umożliwienia jednostkom samorządu terytorialnego (JST) dostępu do zarządzania siecią energetyczną w trybie użyczenia pojawia się w branżowej debacie od kilku lat, zyskując coraz większe poparcie w środowiskach lokalnych. Idea jest prosta: skoro gminy coraz częściej inwestują w infrastrukturę energetyczną i odpowiadają za lokalne bezpieczeństwo energetyczne, powinny mieć również możliwość współzarządzania elementami sieci, przynajmniej na niskim napięciu i w ograniczonym zakresie.

W praktyce jednak obecne przepisy na to nie pozwalają. Operatorzy systemów dystrybucyjnych zachowują wyłączność na zarządzanie siecią, niezależnie od tego, czy dany odcinek infrastruktury został zbudowany ze środków publicznych, czy należy do spółki komunalnej. Samorządy, mimo rosnącej roli w transformacji energetycznej, pozostają więc wyłącznie użytkownikami – nie partnerami – w zakresie operacyjnym.

Tymczasem przykładów lokalnych sytuacji, w których JST mogłyby przejąć część zadań zarządczych, nie brakuje. Dotyczy to m.in. szybkiego reagowania na awarie, planowania rozbudowy sieci w ramach inwestycji publicznych czy prowadzenia modernizacji infrastruktury na terenach wiejskich i peryferyjnych, gdzie operatorzy często działają z opóźnieniem lub ograniczonym zakresem.

Wprowadzenie instytucji użyczenia – ściśle określonej, nadzorowanej i ograniczonej do wybranych przypadków – mogłoby stworzyć nową przestrzeń współpracy między sektorem publicznym a operatorami sieci. Wymagałoby to jednak głębokiej zmiany ustawowej, w tym uregulowania kwestii odpowiedzialności, standardów technicznych oraz nadzoru regulacyjnego.

Bez dostępu do infrastruktury samorządy pozostają w roli obserwatora, mimo że ich zaangażowanie w rozwój lokalnych systemów energetycznych rośnie z roku na rok. Tymczasem rzeczywista transformacja energetyczna potrzebuje koordynacji działań, a nie wyłączności kompetencyjnej.

 

Doktryna energetyczna – czego dziś brakuje energetyce rozproszonej?

 

Spośród wszystkich tez zaprezentowanych podczas III Kongresu Energetyki Rozproszonej, ta ostatnia – dotycząca potrzeby opracowania spójnej i ponadpartyjnej doktryny energetycznej – może mieć najbardziej fundamentalne znaczenie. Brak jasnego i trwałego kierunku polityki państwa wobec energetyki rozproszonej sprawia, że mimo rosnącego potencjału technologicznego i społecznego, sektor ten nadal funkcjonuje w warunkach niepewności regulacyjnej.

Obowiązująca obecnie „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” (PEP2040) traktuje energetykę rozproszoną marginalnie, a energetyki obywatelskiej niemal nie uwzględnia. W dokumentach strategicznych brakuje zarówno definicji ról poszczególnych podmiotów, jak i długofalowej wizji włączania wspólnot energetycznych w struktury rynkowe. Kolejne nowelizacje prawa energetycznego i ustawy OZE wprowadzają fragmentaryczne zmiany, lecz bez spójnego fundamentu.

Tymczasem rozwój energetyki rozproszonej dotyka wielu obszarów – od infrastruktury i regulacji, przez rynek mocy, aż po system podatkowy i zasady funkcjonowania JST. Bez jednoznacznego, międzyresortowego podejścia trudno oczekiwać, że lokalne podmioty będą w stanie budować strategie długoterminowe, a sektor prywatny – podejmować poważne inwestycje.

Potrzebna jest więc doktryna energetyczna, która jasno określi miejsce energetyki rozproszonej w strukturze systemu krajowego. Dokument, który zostanie opracowany ponad podziałami politycznymi, z udziałem regulatorów, samorządów, środowisk naukowych i branży. Nie jako katalog postulatów, ale jako strategiczna mapa drogowa, łącząca bezpieczeństwo energetyczne, neutralność klimatyczną i lokalny rozwój społeczno-gospodarczy.

Bez takiej doktryny energetyka rozproszona będzie nadal rozwijać się w warunkach „niedookreślonego statusu”.

 

 Energetyka rozproszona potrzebuje decyzji systemowych

 

Analiza dziesięciu tez przedstawionych podczas III Kongresu Energetyki Rozproszonej pokazuje jednoznacznie: energetyka rozproszona nie jest już zjawiskiem peryferyjnym. To rozwijający się segment rynku, który – przy odpowiednim wsparciu – może realnie przyczynić się do bezpieczeństwa energetycznego, efektywności systemu i lokalnego rozwoju. Warunkiem jest jednak wyjście poza pilotaże, deklaracje i eksperymenty.

Konieczne są konkretne decyzje: legislacyjne, organizacyjne i finansowe. Potrzebna jest nowa rola dla samorządów, większa autonomia wspólnot energetycznych, dostęp do danych, uproszczenie struktur formalnych oraz – co najważniejsze – spójna, trwała i ponadpartyjna strategia, która jasno określi miejsce ER w polskiej polityce energetycznej.

Kongres zainicjował ważną dyskusję. Teraz czas, by przekształcić ją w decyzje instytucjonalne, bo tylko wtedy energetyka rozproszona przestanie być potencjałem – a stanie się filarem transformacji.