Energia jest w Polsce za tania

Tomasz-Drzal-Energia-jest-w-Polsce-za-tania.jpg

W obliczu dynamicznych zmian legislacyjnych oraz rosnącej presji ekonomicznej i klimatycznej, polska energetyka staje przed wieloma wyzwaniami. W wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu 24 prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE, Tomasz Drzał, nie tylko wskazuje na napięcia wokół zamrożenia cen energii i kontrowersyjnej ustawy wiatrakowej, ale przede wszystkim proponuje kierunki działań, które mogą realnie poprawić sytuację energetyczną w kraju. Jego słowa to ważny głos ekspercki w debacie o przyszłości sektora OZE w Polsce.

 

Cena energii: sztucznie niska, systemowo nieefektywna

 

Jednym z najbardziej palących problemów polskiej energetyki jest koszt energii — a właściwie jego percepcja. Mimo że ceny na rynku hurtowym rosną, odbiorcy indywidualni i samorządy wciąż chronieni są systemem tarcz i dopłat. Efektem jest brak świadomości realnych kosztów, błędne decyzje konsumenckie i zablokowany impuls do inwestycji w efektywność energetyczną.

Paradoksalnie, czasowy wzrost cen mógłby być dla wielu odbiorców tzw. „kubłem zimnej wody” – impulsem do zrozumienia, jak funkcjonuje rynek i ile faktycznie kosztuje energia elektryczna wytwarzana w Polsce. Trwałe utrzymywanie iluzji taniej energii osłabia rozwój rynku OZE, spowalnia modernizację sieci i nie skłania konsumentów do bardziej świadomego zarządzania zużyciem.

 

Gra polityczna zamiast polityki energetycznej

 

Zamrożenie cen energii zostało wpisane do projektu ustawy, który jednocześnie zawierał kontrowersyjne przepisy dotyczące zmniejszenia wymaganych odległości dla turbin wiatrowych. Zderzenie dwóch wrażliwych społecznie tematów – cen i wiatraków – uczyniło z ustawy narzędzie politycznej presji. Finalnie dokument został zawetowany przez prezydenta, który już wcześniej deklarował sprzeciw wobec liberalizacji przepisów wiatrakowych.

Tomasz Drzał otwarcie nazywa to „polityczną pułapką”:

 

– „To była dziecinada, niestety, ze strony również parlamentu i rządu” – ocenia. Jego zdaniem nie było żadnym zaskoczeniem, że prezydent ustawę zawetuje, ponieważ od początku swojej kampanii deklarował niechęć do liberalizacji przepisów wiatrakowych

 

Tymczasem – jak można było przewidzieć na długo przed głosowaniem – brak dialogu z Pałacem Prezydenckim i zlekceważenie sygnałów z kampanii wyborczej sprawiły, że ustawa upadła. Stracono na jałową polityczną przepychankę kolejne miesiące, powodując dalsze opóźnienia we wdrażaniu rozwiązań realnie potrzebnych gospodarce.

 

Energetyka wiatrowa: fakty, nie emocje

 

Dyskusja o farmach wiatrowych w Polsce wciąż toczy się w cieniu emocji i lokalnych konfliktów, często bez kontaktu z rzeczywistością. Obawy o „migotanie cienia”, hałas, wpływ na zdrowie czy produkcję mleka u krów są powielane mimo braku dowodów. W rzeczywistości nowoczesne turbiny pracują ciszej, mają niższe prędkości obrotowe i są instalowane po kompleksowych badaniach środowiskowych.

Współczesne przepisy już teraz wymagają przeprowadzenia analiz oddziaływania na środowisko, a proces inwestycyjny trwa wiele miesięcy i nie pozwala na przypadkową lokalizację wiatraków. Decyzje podejmowane są na podstawie konkretnych pomiarów, nie intuicji. Ponadto technologie stosowane w najnowszych turbinach umożliwiają nawet automatyczne zatrzymanie łopat w sytuacji zbliżania się dużych ptaków, co obala argumenty o masowym zagrożeniu dla fauny.

 

Społeczna zgoda na wiatraki? Tylko jeśli korzyści są sprawiedliwie rozdzielone

 

Przyczyną wielu lokalnych protestów nie jest wcale sam wiatrak, lecz nierówny podział korzyści. Właściciele gruntów, na których stoją turbiny, czerpią niemałe zyski – sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych rocznie – podczas gdy sąsiedzi często nie otrzymują nic. Brakuje mechanizmów, które rekompensowałyby niedogodności wszystkim mieszkańcom danej wsi czy gminy.

Rozwiązania są znane i wykorzystywane w Europie. Mogą to być np. lokalne ulgi w opłatach za energię, inwestycje w infrastrukturę publiczną finansowane z podatków odprowadzanych przez inwestorów, czy nawet udział społeczności w lokalnych klastrach energetycznych. Model, w którym cała gmina płaci niższe rachunki dzięki energii z lokalnych wiatraków, może zmienić narrację z „problemów z wiatrakami” na „korzyści z wiatraków”.

– Większość protestów przeciw wiatrakom wynika z tego, że akurat na działce osoby protestującej nie postawiono wiatraka, a stoi on u sąsiada” – zauważa Tomasz Drzał (…), trzeba zadbać o tych, którzy je widzą, ale ich nie mają” – podkreśla.

 

Infrastruktura: nie tylko problem przyłączeń

 

Częstym argumentem przeciw szybkiemu rozwojowi OZE w Polsce jest stan infrastruktury przesyłowej. Choć w ostatnich latach operatorzy sieciowi pozyskali miliardowe fundusze na modernizację, a proces przyłączania nowych źródeł obejmuje rygorystyczne kontrole techniczne, to prawdziwym wyzwaniem nie jest dziś zdolność sieci do przyjęcia energii, lecz jej wykorzystania.

W Polsce brakuje elastyczności systemu elektroenergetycznego – umiejętności dostosowywania zapotrzebowania do zmiennych warunków produkcji, zwłaszcza z wiatru i słońca. Tania, zielona energia produkowana w tzw. „zielonych godzinach” bywa niewykorzystana lub wręcz marnowana. Potrzebne są inteligentne taryfy, które zachęcą odbiorców – zarówno indywidualnych, jak i przemysłowych – do zużywania energii wtedy, gdy jest jej nadmiar i gdy jest najtańsza.

 

Większość energii odnawialnej w Polsce jest po prostu marnowana Dlatego potrzebujemy inteligentnego systemu, który uczy się korzystać z taniej energii wtedy, kiedy ona jest dostępna. – zaznacza prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE.

 

Zielone godziny i elastyczność: przyszłość systemu

 

System „zielonych godzin” – oparty na dynamicznych taryfach uzależnionych od aktualnej dostępności energii – to jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju. Dzięki niemu możliwe będzie efektywniejsze zarządzanie popytem, redukcja kosztów i lepsze wykorzystanie potencjału OZE. W wielu krajach europejskich mechanizm ten już działa – pozwalając użytkownikom planować korzystanie z urządzeń elektrycznych tak, aby maksymalizować oszczędności.

W Polsce wciąż dominuje model stałej ceny, który nie zachęca do racjonalnego gospodarowania energią. Brak elastyczności to również jedna z głównych przyczyn wysokich kosztów systemowych i marnowania odnawialnych źródeł energii. Zmiana tego modelu nie wymaga rewolucji prawnej – potrzebna jest raczej zmiana świadomości: zarówno na poziomie polityków, jak i zwykłych konsumentów.

 

– Musimy się nauczyć wykorzystywać tę wybitnie tanią energię wtedy, kiedy ona jest. To wymaga zmian nie tylko w systemach taryfowych, ale i w mentalności odbiorców. Większość energii odnawialnej w Polsce jest po prostu marnowana. I to nie dlatego, że nie da się jej przyłączyć, ale dlatego, że nie potrafimy z niej efektywnie korzystać. System jest sztywny, zużycie jest nieelastyczne, a odbiorcy nie są nauczeni reagować na dostępność energii. To nie problem techniczny, to problem kultury energetycznej – mówi Tomasz Drzał.

 

Kierunki działania: mniej polityki, więcej pragmatyzmu

 

Polska potrzebuje dziś nie tylko infrastrukturalnej modernizacji, ale przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o energii jako zasobie strategicznym. Zamiast dalszego mrożenia cen i szukania doraźnych rozwiązań, niezbędna jest długofalowa polityka oparta na faktach, dialogu społecznym i sprawiedliwej redystrybucji korzyści.

OZE, w tym energetyka wiatrowa, nie są już technologiczną nowinką — są fundamentem bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności gospodarki. By jednak w pełni wykorzystać ich potencjał, konieczne jest przełamanie barier mentalnych, prawnych i politycznych, które od lat trzymają polską energetykę w stanie zawieszenia.

 

– Nie regulacje unijne, tylko komercyjne podejście do życia, do energii, do efektywności spowoduje, że to zadziała. – zauważa Tomasz Drzał